Bez kategorii Oferta i okolice Okolice WWW

Postępy ciąg dalszy

Szanowni Państwo,

Wrzesień się skończył, a wraz z nim dobiegł końca czas zapisów na sabotażówki z pierwszej serii produkcyjnej.

Miałem nadzieję na to, że zbierze się 30 osób zainteresowanych nabyciem tego oryginalnego drobiazgu. Zainteresowanie było początkowo ogromne, finalnie okazało się znacznie, znacznie niższe. Z jednej strony to trochę kiepsko, z drugiej zaś – cieszę się, bo wiem że trafiam ze swoim wyrobem do bardzo wąskiego grona ludzi doceniających rzeczy piękne, nieszablonowe i w dodatku z niesamowita historią.

Wracając do tematu – pomimo mniejszego niż zakładałem zainteresowania udało się uruchomic produkcję i wychodzi na to, że kluczowe elementy – czyli korpus i korki powinny powstać w miarę szybko. Gorzej będzie z resztą niezbędnych drobiazgów typu śrubki do kamieni, ośki do krzesiw, sprężynki i tym podobne. To już niestety obróbka ręczna, więc pracochłonna.

Myślę, że pod koniec października pierwsza partia powinna być ogarnięta na tip-top.

Teraz będą dwa ogłoszenia, a po nich historyjka

  1. Pan Michał, który dokonal wpłaty zaliczki na konto jest proszony o kontakt via email;
  2. Osoby, które życzą sobie dodatkowy grawer są proszone o info odnośnie tego co ma być wygrawerowane. Co prawda z przysłanych mi maili wynotowuję to co najważniejsze, ale nie chciałbym aby coś umknęło.

A teraz historyjka:

Sztuka próbna została złożona. Kamienie założone, nowy knot wstawiony, wata wciśnieta w zbiornik. Benzyna zalana. Zapalniczka – jak było widać na filmie odpala bez problemu. OK – pomyślałem, znaczy wszystko jest w porządku, tylko że jak się komuś coś sprzedaje to trzeba to gruntownie przetestować. Więc zacząłem testować. Próbowałem zapalić zapalniczkę w róznych warunkach. Na ciepło i na zimno. I był problem. Poważny problem, bo zapalniczka mimo tego, że miała zatankowaną benzynę i kamienie dające solidne iskry paliła bardzo niechętnie. Przy czym w tym momencie wyrażam się bardzo oględnie.

No i powstała sytuacja niekomfortowa dość, bo jak to mawiają towarzysze bracia Rosjanie – „świeca Bosch, cewka Bosch a maszyna nie idiosz”. Trzeba było to jakoś ogarnąć po inżyniersku. Zmiana kamieni na inne nie dała rezultatu. Zwiększenie siły docisku kamienia do krzesiwa też nie. Czyli nie tędy droga. Wywaliłem knot, który miałem założony. Pochodził z taniej chińskiej podróbki zippo, więc uznałem że jest lichej jakości. Problem w tym, że jak porównałem go z firmowym zippo, to różnicy nie było. Niemniej jednak dla zasady wstawiłem firmowy knot, dopchałem do zbiornika waty, zalałem benzynę. Nie dało to zupełnie nic, zapalniczka zapalała raz na dziesięć niezaleznie czy ciepła czy zimna – jednakowo bylejako.  Pogrubienie knota poprzez złożenie go na pół też niewiele dało. Wściekłem się.

A potem poszedłem po rozum do głowy i zrobiłem dwie rzeczy

  • drobna zmianę konstrukcyjną w korpusie
  • wymieniłem ostatnią rzecz, która zawsze pozostawała ta sama – czyli wkład zbiorniczka.

A dlaczego tak? A bo jak po raz kolejny wyciagałem watę ze zbiornika, to zauważyłem, że jest ona wilgotna tylko pod korkiem od tankowania. Wyżej w stronę komory spalania – sucho jak na pustyni. I to był strzał w dychę. Zupełnym przypadkiem udało się znaleźć materiał chłonący duże ilości benzyny i utrzymujący ją tam gdzie być powinna. W końcu zapalniczka pali jak należy.

PS – ponieważ zaglądają tu goście z Chin, to nie napiszę co to za materiał.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *